Przed czterema tygodniami nastawiłem eksperymentalną nalewkę figowo - śliwkową, o czym pisałem w tym poście. Czas płynie i proces tworzenia tego trunku powolutku dobiega końca. jednak potrzebna jest tu interwencja sprawcy, którą w krótkich słowach opiszę.
Jak być może pamiętacie, początkowo nastaw przypominał brudno-brunatne pomyje, jednak już po kilku dniach zaczął się klarować. Pyłek kwiatowy powolutku opadł na dno pokrywając grubym kożuchem śliwki i figi. Po dwóch tygodniach nadszedł czas zlewania. Było to zadanie proste na tyle, że wstyd opisywać je w osobnym poście. Wystarczyło przecedzić zawartość słoja przez sito, nasączone alkoholem owoce przerzucić do słoika i zasypać kilkoma kopiastymi łyżkami cukru. Już po paru dniach zrobił się z nich apetycznie wyglądający syrop i owoce zapewne za jakiś czas zostaną wykorzystane do ciasta. Niektórzy nawet zjadają je w formie słodkiej przekąski, ale to praktyka bardzo zdradliwa i upośledzająca zdolność chodzenia :)
Na tym właściwie skończył się ten etap produkcji trunku, nalew wrócił do słoika, a ten znów stanął w ciemnej szafce.